Homar opowiada o małych zmianach i wielkiej Zmianie

Zmiany, zmiany… Powoli zaczynam mieć pewność, że świat jest bardziej dla filozofów niż dla Homarów. Bo wiecie – minęły cztery dni, a ja ciągle o tym myślę. O zmianach. A raczej o Zmianie…

Znacie mnie – Homar, kot na schwał, lubi się bawić, rządzić, wszędzie wpycha wąsy i wiecznie szuka drzwi. I teraz mieszkam w domu, gdzie jest mnóstwo kotów, pokojów i Ludzi! No może trochę przesadziłem z tym „,mnóstwo”, zwłaszcza w kwestii Ludzi, bo co do kotów... No, sami powiedzcie. Poznałem Mrauzesa, Groszkę, Tequilka, Kofika, Mysię… I jeszcze jest Zeus z koleżanką, która mi się nigdy nie przedstawiła, no i Kleo, sprytnie schowana w pewnym pokoju (ale wiem, że jest!), no i wcześniej był przez chwilę Kokos. Sporo, nie? I do tego, i przede wszystkim, był Bobinek. I właśnie, Bobinek... Bo wiecie, ogólnie to ja miałem i mam jakieś małe problemy - tylu nowych znajomych, no i trzeba wszystko poznać, i jakoś sobie znaleźć swoje miejsce, i fajnie by było zostać ulubieńcem Ludzi, i ciekawe, co się dzieje w tym domu, w którym wcześniej mieszkałem, i… Jednym słowem było trochę miauczenia, prychania, niejedzenia, a potem, no… Starałem się. Ciągle się staram, naprawdę. Zmiany są trudne, a wszyscy tacy zadomowieni. No i w tym wszystkim chodził sobie między nami Bobinek, taki chudy i nie do końca pewny na tych swoich drżących łapkach, a najczęściej leżał gdzieś i patrzył albo spał. Bo Bobinek był bardzo, bardzo chory. Często towarzyszył mu Mrauzes, czyli jego najlepszym kolega, który mieszkał z nim od kociaka. I teraz jest spory i łaciaty - a Bobinek, kiedyś gładki i lśniący, teraz chudy i taki biedny. Na niego nigdy się nie czaiłem – bo z innymi to tego… no, chciałem się bawić, albo trochę coś tam. No, starałem się. Naprawdę.

W tym dniu, kiedy nadchodziła Zmiana, wszyscyśmy to czuli. Patrzyliśmy z boku na Bobinka, tak jakoś z szacunkiem, i nie miauczeliśmy jak zwykle o śniadanie, bo i jeść się nie chciało. A Ludzie, co tak długo leczyli Bobinka i łagodzili wszystko, kiedy go bolało, to teraz też próbowali mu pomóc. Ale już dłużej nie dało się pomagać. I tylko Mrauzes podszedł do Bobinka i go lekko dotknął nosem, żeby mu dodać otuchy. A na końcu, kiedy już Zmiana zaczęła się zbliżać na swoich wielkich włochatych łapach, wszyscyśmy się pochowali, bo Bobinek miał prawo być ze Zmianą sam. A Człowiek z nim został. Żeby był sam, ale nie samotny.

I koniec.

Teraz pójdę spać – i na krótko wszystko się zmieni. Bo sen to też zmiana.

Żegnaj, Bobinku.

Homar

Fot. i tekst: Anna Rau