Joda, pierwsza w historii koteczka, która żałuje, że za długo spała

Święto, święto i po święcie! Kota oczywiście. Za szybko minęło. Za szybko… To był mój pierwszy Dzień Kota w życiu i trochę poszkapiłam sprawę, bo mnóstwo przespałam! A miało być tak pięknie. Ale to dlatego, że Jankes mnie nie budził z drzemek – a obiecał!

Wiecie, jak tylko kiedyś po raz pierwszy usłyszałam, że Ludzie poświęcili cały dzień w roku, żeby fetować to, co jest kocie, zdziwiłam się i ucieszyłam. I zaczęłam sobie wyobrażać to świętowanie… Że wszędzie na podwórkach wystawią miseczki z jedzeniem, żeby choć w ten dzień naprawdę wszystkie koty się najadły. I że wystawią też takie małe piecyki, żeby mogły się ogrzać. I że postawią słynne kocie domki, na które koty Z Zewnątrz tak tęsknie popatrują, bo przecież ich nie ma tylu, ile jest kotów. I że te domki po Dniu Kota zostaną już na zawsze. Jak streściłam to wszystko Jankesowi, to powiedział, że jestem szlachetną koteczką i nie wiedział, że mam tak szerokie horyzonty. No ba! Ale sobie też stworzyłam scenariusz na nasze rodzinne świętowanie, nie myślcie. No więc miało być tak: nasz Człowiek miał cały dzień przy nas siedzieć i to głaskać, to drapać, a ogólnie to rzucać piłeczki i myszki. I nigdzie nie wychodzić. Bo po prostu miał podziwiać, jak dzielnie się rozprawiamy z zabawkami. Bo to chyba przyjemnie patrzeć, jak ktoś się dobrze bawi, prawda? A potem w nagrodę mieliśmy dostać luksusowe chrupki w kształcie poduszeczek, które się dostaje w ograniczonej ilości, bo „to, kotki, deser jest” (cokolwiek to znaczy). Oczywiście podzielilibyśmy się chrupkami ze Współkotem – czyli naszym kocim współlokatorem – bo w końcu to również jego święto. On chyba by nie chciał, żeby mu rzucać piłeczki i myszki, więc mógłby razem z Człowiekiem podziwiać, jak ja z Jankesem polujemy. Świetny scenariusz, nie? Jankesowi też się podobał. No i muszę wam powiedzieć, ze Człowiek bez konsultacji z nami całkiem nieźle cały ten plan zrealizował: były specjalne miseczki dla naszej trójki, no i zabawa z tym, co wiecie. I głaskanie. Ale po każdej takiej sesji po prostu padałam i zasypiałam! Bardzo smutne. Mój Pierwszy Dzień Kota miał trwać bez końca! A minął tak szybko jak lot sikorki za oknem, że tak powiem jak poetka Jazz. Współkot mówi, że nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, bo następny Dzień Kota już za rok. I że my tutaj właściwie co dzień mamy Dzień Kota. No tak, ale nieoficjalnie!

Joda

Fot.: Beata Bagniewska

Tekst: Anna Rau