Filia zaczyna wierzyć w naukę

Nie uwierzycie, co mi się przed chwilą przydarzyło!!! Normalnie jestem w szoku! Nie wierzę! Pamiętacie, jak Limonka opowiadała o tym, że wszystko fruwa? Że ludzie, owady, podobno nawet myszy… Nie wierzyłam jej. Naprawdę jej nie uwierzyłam. Bo kto to widział, żeby mysz latała! Ale – rety – brak wiary w naukę zawsze się jakoś mści okrutnie. Dzisiaj, teraz! Siedzę sobie właśnie przyjemnie na oknie, patrzę w zapadającą ciemność na ćmy i inne owadzie skrzydlaki, aż nagle jak mi przed nosem nie świśnie ogromna latająca mysz! Przeleciała z hukiem jak ludzki odrzutowiec! No dobra, trochę przesadzam, ale była wielka, miała przeogromne skrzydła i mega długie uszy, i chichotała cichutko. Hmm. No dobrze, nie chichotała, ale jakoś tak przelatywała znacząco wężykiem, przed moimi oczami. Naprawdę miała skrzydła, takie trochę przezroczyste, i łapkami sterowała w powietrzu. A może nie miała łapek? Tylne miała na pewno... Cóż to za potwór okropny. Zaraz pójdę do Limonki, obudzę ją i powiem, że ją przepraszam, i że już we wszystkim będę się jej słuchać. Nawet jak zakaże mi mlaskać przy jedzeniu. I wsadzać nos w chrupki. I nie budzić jej w środku drzemki zabawką z dzwoneczkiem. Trudno. We wszystkim jej posłucham. Idę.

***

Co za niesprawiedliwie życie. Najpierw ogromny, wściekły, myszopodobny stwór krążący w ciemnościach, a potem Limonka! Powiedziała, że tak się tylko mówi, że to latające myszy, a tak naprawę to są nie-to-pe-rze. I że nie ma się czego bać, bo to prawie latająca mysz, a żaden kot się nie boi myszy! Czyli to mysz, czy nie mysz?! Phi, zresztą tak naprawdę udawałam. Znam toperze i nietoperze, i myszy. Tylko chciałam sprawdzić, czy wy wiecie.

Filia

Fot.: Marta Turło

Tekst: Anna Rau