26 Października, 2017

Żelek przedstawia swoje szlachetne aspiracje

Ludzie to mają dobrze. Jak im się dzieje coś strasznego, to przylatuje Megaczłowiek i ich ratuje. Widziałem to! Moi Ludzie oglądają czasem (i ja też jednym okiem) takie ruchome obrazki w wielkim poziomym pudełku, w którym wyświetlają się całe długie historie… Baaaardzo długie, swoją drogą – najczęściej zasypiam po jakimś czasie, bo ile to tak można siedzieć i patrzeć. Ale Ludzie widocznie mogą. No i kiedyś oglądali jakąś skomplikowaną historię o Megaczłowieku, który w kolorowym ubraniu i takim powiewającym płaszczu latał i ratował wszystko, co się da! To znaczy kotów nie ratował. No, ale co się dziwić, ratował swoich. Znaczy Ludzi. Bo czy gdybym ja był Megakotem, to bym ratował na przykład gołębie?... Może bym i ratował. Ale pod warunkiem, że kiedyś jakiś Megagołąb uratowałby mnie! Chi chi. I wyglądało to tak, że gdy jakiś Człowiek miał naprawdę duży problem, na przykład... na przykład... kiedy pędził na niego jakiś wielki wstrętny stwór, to on krzyczał, krzyczał, i nagle pojawiał się ten Megaczłowiek i porywał go w powietrze!!! A potem stawiał w bezpiecznym miejscu i odlatywał, nawet nie czekając na podziękowanie. Taki był bohaterski i skromny. Jejku! Jak ja bym chciał być takim bohaterem. Bo w każdej chwili gdzieś się dzieje coś złego. Nie mam złudzeń, jestem młody, ale nie głupiutki, i wiem, że nawet jeśli ja mam miseczkę i kocyk, to mnóstwo mnóstwo mnóstwo kotów nie ma. Nawet takich małych, co to chodzą z ogonami do góry i piszczą. I skąd mają wziąć. A jest zimno. No i są jeszcze straszniejsze sprawy na tym świecie: burczące potwory, które wyjeżdżają, nie wiadomo skąd, i nigdy się nie zatrzymują, Ludzie, którzy robią takie różne rzeczy, jakby myśleli, że cały świat jest bez czucia – poza nimi, i miejsca, która się załamują, zatrzaskują i zapadają. I w końcu koniec się zbliża na małych cichych łapkach… Ale wtedy pojawiałbym się ja! I ratował do utraty tchu. Nawet gołębie. Tylko ten płaszcz trochę by mi przeszkadzał.

Żelek

Fot.: Beata Bagniewska

Tekst: Anna Rau