Orient udowadnia, że życie jest podróżą

Cieszę się, że moi Ludzie akceptują mnie takim, jaki jestem. Co prawda lubią głaskać moje biało-rude futerko, a ja to trochę lubię, a trochę nie lubię. Ale nie dlatego, że głaskanie jest nieprzyjemne, tylko dotyk w złych miejscach przypomina mi ból. Ból z przeszłości. Futerko na miejscach, które bolały, krwawiły, odrosło. A jednak… Czy to nie ciekawe? Znacie zjawiska, których nie widać, a są? No tak, wiem, wiem – ciepło, zimno, wilgoć… I ból. Nie widać, a jest. Jest w tych miejscach, którymi nie chcę się dzielić.

Teraz tak ciepło, ptaszki śpiewają za oknem, a ja mam pełną miseczkę, i Ludzie, z którymi mieszkam, znaleźli ze mną wspólny język, i tyle mi dali. A ja mówię o tak smutnych sprawach. Ale one też są ważne, normalne. Po prostu są mną. No i wiosną jestem trochę melancholijny. Gdy tak patrzę na świeże liście za oknem, słucham czystego świergotu ptaków, brzęczenia owadów, które zawsze chce się chwycić w łapki, przypomina mi się czas, kiedy chodziłem Na Zewnątrz. Nie byłem ni szczęśliwy, ni nieszczęśliwy – po prostu byłem w podróży. Tym jest życie Na Zewnątrz. Samym byciem, głodem, zimnem, ciepłem, mruczeniem, biegiem, strachem, bezpieczeństwem… Podróżą. Nie cierpiałem z powodu samotności. Koty Na Zewnątrz żyją same. Zakładają rodziny, mają kociątka, tolerują swoje przecinające się ścieżki - i żyją same, i wolne. Popatrzcie na koty wokół – na koty Na Zewnątrz – są same i wolne. Ja też taki byłem. Znałem Ludzi i nie znałem jednocześnie. Oczywiście ceniłem tych, którzy zostawiali mi jedzenie na swoim terenie, choć wiedziałem, że nigdy ich nie zrozumiem - ani nie będę wiedzieć, czy jedzenie tam będzie zawsze, czy nawet przez jakiś czas... Wiedziałem, że to ludzki teren, bo czułem nosem ich staranie o to miejsce. To oni rządzili - decydowali nawet, jakie rośliny tam wyrosną. Nie rozumiałem jednak, czemu wystawiali pojemnik z jedzeniem akurat dla mnie – obcej istoty na czterech łapach. Ale zrozumiałem, gdy zobaczyłem, że zimą wieszają na gałęziach krzewu pokarm dla ptaków. Po prostu chcieli podzielić się, to co mają, z innymi. Dlatego też, kiedy zostałem pogryziony i poturbowany przez pewnego zabijakę z innego rewiru, kiedy pogoniono mnie i przegnano z mojego terenu, kiedy moja tylna łapka okulała i nie mogłem na niej stanąć, pomyślałem, że mogę na nich jakoś liczyć. Byli jedynymi istotami, na które mogłem liczyć. Teraz, kiedy wszystko tak intensywnie kwitnie zapachami i kolorami, których nie mogę z wami dzielić, bo Ludzie i koty widzą i czują inaczej, przypomina mi się ta moja podróż – mała orientalna podróż kota Orienta przez świat ziół, srok, żuków, myszy, samochodów, drzew, piwnic i działek aż do świata Ludzi. To była dobra podróż, z dobrym długim przystankiem w obecnym domu tymczasowym. Jeśli ktoś mnie zechce – z całą moją historią - to będzie naprawdę świetna podróżnicza historia z dobrym zakończeniem.

Orient

Fot.: Monika Bieniek

Tekst: Anna Rau