Durian planuje jak nikt

Kto świętował z Fifi jej urodziny? Ja na pewno.To znaczy my wszyscy – tu, w Kocim Pogotowiu. Bo każda okazja jest dobra do zabawy i zajadania, no nie? Zdrowie Fifi! Ha. Ale czy pamiętacie, że za cztery dni ja też obchodzę urodziny? Skończę rok. To znaczy, tak symbolicznie. Bo przecież jak byłem kociakiem Na Zewnątrz, to nikt nie zapisał, kiedy się urodziłem. Ale to nieważne. Ogólnie czas leci, futerko rośnie, doświadczenie się krzepi – jak to powiada niedawno przybyły Gracjan. Już planuję ten dzień. Wiecie – im bardziej się do czegoś przygotujemy, tym dłużej będziemy czuć się świątecznie. To ja zaczynam już teraz i planuję. Po pierwsze, będzie cudownie. Wszystkie koty tego dnia przepuszczą mnie do miski, no i będę miał najlepsze miejsce do wygrzewania się na tarasie. (Wiadomo, TEGO dnia oczywiście będzie świecić słońce). A potem, jak już wyspany i wyczesany (zapomniałem o sesji czesania) będę gotowy na przyjmowanie gości, zaczną się prezenty. Dostanę wielki tort rybny. Piętnaście poduszek w poszewkach z polaru, takich miękkich dla łapek. Tylko dla mnie. Wielki tunel do zwiedzania. Mechaniczny zamek z mobilnymi myszkami w oknach i na blankach, i w zwodzonej bramie. I ptaszki w wielkiej klatce, żeby ćwierkały i latały, i chciały się bawić. Czy coś. I akwarium z ogromnymi rybami, żebym mógł mieć swój telewizor. I ludzki sprzęt grający, który odtwarza ptasie trele. I pięćdziesiąt piłeczek! I zapas ulubionego mięska w takim podawaku, działającym na naciśnięcie łapki. I fontannę – bo pluskająca woda, taka jak w kranie, to jakiś cud. I automatyczny wachlarz, do wytwarzania przyjemnego powiewu, kiedy jest upał. I bukiet stworzony z kocich kiełbasek. I… I… No niestety, więcej nie jestem w stanie wymyślić, ale zapewniam was, że to nie koniec prezentów. Ale zawsze musi pozostać jakaś niespodzianka, no nie?

Tak. Tak będzie.

Trochę mi smutno. Nie dlatego, że to wszystko wymyśliłem i że oczywiście moje urodziny będą miłe, ale fontanny na pewno nie będzie. Nie o to chodzi. Nie chcę fontanny, ani mechanicznych myszek, ani sztucznych ptaszków, ani nawet góry mięska. Chciałbym, żeby ktoś mnie głaskał we własnym domku.

Durian-planista

Fot.: Beata Bagniewska

Tekst: Anna Rau