Dima rozkłada łapki nad ludzką logiką poranków

Nikt nie zrozumie Ludzi. Dlaczego w większość dni rano zrywają się, ignorują kota (albo prawie ignorują, bo co to jest za zainteresowanie - pogłaskanie w locie i powtarzanie: "Zaraz, kiciu, zaraz"?!), biegają w kółko, spieszą się i nie widzą ważnych problemów (kocich), i w końcu, po prostu, skandalicznie i bezdusznie wychodzą, a w inne dni – ledwie dają się zwlec z łóżka, lub w ostateczności, lub powiedzmy że – jednym słowem w ogóle się nie spieszą, choć są na tym świecie kwestie, które trzeba rozwiązać natychmiast? Na przykład pusta miseczka. Pusta miseczka obok tej w średnim stopniu napełnionej chrupkami, ale kto by jadł chrupki, skoro co dzień o tej porze było mięsko? No i głaskanie co dzień o tej porze było, a tu jeszcze ciągle Człowiek leży i udaje że śpi. Wiem, że udaje, bo go na pewno obudziłem. Nie ze złośliwości, tylko po prostu przyszedł czas na budzenie i później Człowiek byłby niezadowolony. Ile razy tak było, że w te dni, kiedy Człowiek rano lata i potem wychodzi, po prostu stwierdziłem, że jestem obrażony i nie będę się napraszał. I leżałem i czekałem, kiedy wreszcie… wiadomo. No i w końcu Człowiek otwierał oko, mamrotał, a potem zaczynał szybko chodzić (jeszcze szybciej niż zwykle) i pokrzykując do mnie w przerwach, dlaczego nie budziłem, zawsze miauczę i budzę, a dziś akurat, kiedy… Nie wiem, o co chodzi. Ile razy było mamrotanie i narzekanie, po co budzę, skoro… a przecież można by pospać, a jednak… To w końcu budzić, czy nie budzić?

Dima

Fot.: Beata Bagniewska

Tekst: Anna Rau