Izula i Ikar wspominają wigilijną północ

- Wreszcie cię dorwałam! I co, i co im powiedziałeś?

-Kiedy?

- Rety, no w święta! W wigilię! Powiedziałeś mi: „Idź spać, ja im wszystko opowiem i w ogóle z nimi porozmawiam”. To poszłam. Wczoraj nie było jak rozmawiać, ale dziś to już musisz mi opowiedzieć!

- Nooo… właściwie… to nie ma co opowiadać…

- No jak nie ma?! Miałeś im opowiedzieć o naszych rodzicach, żeby o nas więcej wiedzieli, bo ciągle zastanawiają się, jaka była nasza historia. I miałeś im powiedzieć, że wolimy chrupki wołowe od kurczakowych. I że co dzień się budzę w nocy, i wtedy muszę pobiegać, więc żeby już przestali mi wypominać. I miałeś…

- Oj, już przestań wyliczać na pazurkach!

- Inaczej zapomnę! I jeszcze miałeś powiedzieć, że piłeczka jest za szafą i nie możemy jej wyciągnąć. I że ta bombka to sama się stłukła, bo źle wisiała, a nie my coś tam niby. Co ty jeszcze miałeś… hmm…

- O TO spytać.

- O to to! Skąd się biorą kociaki – miałeś. I czy by się ucieszyli, gdyby im wsadzić mysz do łóżka, bo też chciałabym im dać jakiś prezent. A! No i miałeś pięknie wyrazić nasze podziękowanie, że nas trzymają, karmią, bawią się i wszystkie takie. Miałeś wiersz wymyślić. A! I najważniejsze! Miałeś poprosić, żeby już nigdy więcej nie prowadzili nas do tego strasznego weterynarza.

- Ale ja nie zdążyłem tego wszystkiego powiedzieć…

- Co, pewnie ci przerywali albo zemdleli?

- Nie, ani razu mi nie przerwali… Tylko wiesz, ja zasnąłem. Nawet nie wiem, czy mówiłem po ludzku, czy nie mówiłem…

- Zasnąłeś?!!! Ty kociaku! A taka była okazja! Trzeba było choć na sekundę się obudzić i o tym weterynarzu chociaż powiedzieć! Teraz znów trzeba rok czekać…

Izula i Ikar

Fot.: Beata Bagniewska

Tekst: Anna Rau