Limonka marzy o locie

Podobno na świecie są latające myszy. To niesprawiedliwe. Bo dlaczego nie ma latających kotów?

Często siedzę na werandzie i przyglądam się światu, i wtedy myślę. Bo wiecie, choć wiele kotów myśli, leżąc i drzemiąc, to ja lubię medytować podczas obserwacji świata. I właśnie wtedy widzę, a raczej właśnie przy takiej okazji ostatnio do mnie dotarło, jak wiele istot lata! Większość takich, które są malutkie i przyjemnie się za nimi gania – motyle, muchy, żuki, trzmiele… i ptaki. Ptaki to trochę inna historia, choć sen o ich łapaniu, no cóż, jest w każdym z nas od zawsze. Tak czy owak, jak się patrzy na tych małych spryciarzy, gdy machają skrzydłami i unoszą się z ćwierkaniem o kilkadziesiąt centymetrów od moich łapek, to aż same wąsy chodzą w ich kierunku. A do tego nawet Ludzie latają. To znaczy, kiedyś, gdy się schowałam podczas burczącego przelotu wielkiej żelaznej machiny latającej nad Kocim Pogotowiem, Gracjan próbował mnie uspokajać wyjaśnieniami, jak to Ludzie konstruują takie metalowe, hałaśliwe ptaki, żeby sobie w nich latać. No… może to trochę pomogło. Wyszłam na ugiętych łapkach. A wkrótce potem niebem przesunął się lotem ślizgowym inny metalowy ptak – cichy i elegancki – i ten mi się naprawdę spodobał. Choć pomysł siedzenia w takim ptaku niespecjalnie przypadł mi do gustu. Ale z drugiej strony… Limonka, pierwszy latający kot?… Gdybyście pytali, gdzie bym poleciała, to nie wiem… Czasem mnie gna taka melancholia, czy tęsknota… Wyszłabym chętnie stąd i powędrowała znów na swoich rudych łapkach między trawami, wśród liści, węsząc za latającymi istotami na sześciu i dwóch nogach. W dawnym życiu tak chodziłam. Kiedy miałam dom. Może dlatego teraz często przyciskam nosek do siatki na werandzie i wącham zapachy, żaby ułożyły się w jakąś znaną wonną ścieżkę w moim łebku... Oczywiście dawny czas nie wróci. Ale w myślach latam nad Kocim Pogotowiem jak ten elegancki cichy żelazny ptak i znowu czuję wiatr w uszkach.

Limonka

Fot.: Marta Turło

Tekst: Anna Rau