Limonka przygląda się temu, co jest pomiędzy przeszłością i przyszłością

Moja druga wiosna. Kto by pomyślał, że wszystko tak się zmieni… To znaczy, ja na pewno tego nie przypuszczałam. Wszystko było takie dobre. Proste. Bezpieczne. I znowu tak jest. Trochę mi dobrze, trochę mi smutno. Jestem w takim czasie „pomiędzy”, tak jak wszystko wokół, co teraz widzę. Między zimą a wiosną.

Moja historia jest krótka. Miałam dom i swoich Ludzi. Pozwalali mi wychodzić. A ja chętnie wychodziłam, bo Na Zewnątrz jest ciekawie. Inspirująco. Śmiesznie. W domu zaś – ciepło, bezpiecznie i miło. Dwa światy. I ja – pomiędzy. W domu dostawałam miseczkę i ciepłe kolana, i własne posłanko na noc, a Na Zewnątrz, w ogrodzie między roślinami śledziłam żuki, skakałam na chrząszcze i tropiłam ptaki. Wędrowałam po zapachach, czasem daleko, daleko, kilka godzin od domu, bo zawsze wydawało mi się, że wiem, jak wrócić. I zawsze wiedziałam. Oprócz jednego razu. Kiedy padało. Kiedy coś mnie przestraszyło. Kiedy w końcu byłam głodna i zasnęłam. I znajoma ścieżka zapachu, znane punkty odniesienia w terenie, wszystko, co pomagało mi wrócić do domu – zniknęło. Zostałam sama w jednym ze światów. A drugi zniknął na zawsze. I wtedy ten pierwszy pokazał mi też swoją inną stronę. Że bywa zimny, że miewa za mało jedzenia i że z Ludźmi, którzy mnie głaskali, z posłankiem i codziennymi tak uspokajająco znanymi czynnościami nie ma nic wspólnego. Ale miałam szczęście i pojawił się nowy Człowiek, który zwrócił na mnie uwagę, bo mam jaskrawe, ładne futerko i nie uciekałam za bardzo. Bardzo dziękuję losowi za moje futerko, gdyż pomogło mi odzyskać miseczkę, posłanko i nawet ręce, które chcą mnie głaskać. I głosy, które zapewniają, że jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie. Wszystko się ułoży. Może. Tęsknię do tamtych rąk. Rąk moich Ludzi. Czy mnie jeszcze pamiętają? Ja ich nigdy nie zapomnę. A czy będę mieć nowy dom? Może. Może na „m”, jak melancholia. Stan pomiędzy domem a domem.

Limonka

Fot.: Beata Bagniewska

Tekst: Anna Rau